Bungee

Skoki na bungee to wspaniały sposób aby dostarczyć organizmowi potężnej dawki adrenaliny w bardzo krótkim czasie. Dodatkowo może być to świetny sposób na sprawdzenie swojej siły woli lub po prostu doskonały sposób na spędzenie czasu wolnego.

Sam do skoku przymierzałem się już od dawna. Pierwszy raz ponad 10 lat temu kiedy na jednej z cyklicznych imprez w świętokrzyskim zobaczyłem podstawiony specjalnie do tego celu dźwig. Wysokość była niewielka, a ja nawet stałem już w kolejce do oddania swojego skoku. Niestety przede mną stał dość zawiany typ, którego ku mojemu zdziwieniu dopuścili do skoku. Po wjechaniu klatki na odpowiednią wysokość delikwent skoczył ale podczas powrotnego lotu złapał się obydwiema rękami liny i … wypiął. Spadł na szczęście na podstawioną na ziemi poduchę po czym wskutek szoku z rozprutą nogawką i krwawiącą raną uciekł w las. Nie wiem bardzo co było dalej gdyż tłum gapiów zdążył przesłonić mi cały widok, a dźwig zwinął się i odjechał w tempie wprost niesamowitym. Tak oto moja pierwsza próba skoku się zakończyła.

Ostatnio powtórnie naszło mnie na spróbowanie skoku na bungee. Okazja pojawiła się parę dni później kiedy dowiedziałem się, że znajoma z Warszawy będzie przejeżdżać przez Kraków w kierunku Zakopanego gdzie planuje oddać swój już kolejny skok. Super – pomyślałem – skok na bungee, a w tle Tatry. Czego chcieć więcej? Umówiliśmy się więc na wspólny skok (znaczy każdy na osobnej linie). Niestety w dzień skoku pogoda była paskudna. W Krakowie od rana lało, a w Zakopanem dodatkowo padał śnieg. Teoretycznie skoczyć się dało ale przecież ma to być przyjemność no i fajnie jakby dało się coś widoków popodziwiać.

Trzecia okazja pojawiła się niedawno. Moja żona wskutek moich wspominków o planowanym skoku postanowiła zrobić mi prezent i kupiła mi bilet na skok na bungee na miejscu w Krakowie. Niewiele więc myśląc wybrałem się więc i … skoczyłem. Można by więc rzec: do trzech razy sztuka, a mojego ostatniego skoku nie popsuła nawet czarna szybko zbliżająca się chmura burzowa. Stwierdziłem, że tym razem skacze.

Trochę historii

Może trudno w to uwierzyć ale pierwszym skoczkiem na bungee była kobieta. Nie był to nawet jeszcze sport. Po prostu uciekała przed wściekłym mężem i wdrapała się na bananowca, obwiązała nogi lianami i stamtąd skoczyła w dół. Mąż musiał być na nią naprawdę wściekły gdyż skoczył zaraz za nią ale ponieważ nie wiedział, że żona przygotowała się do skoku zginął. Wszystko to działo się oczywiście na wyspie Pentecost należącej do archipelagu Vanatu na Pacyfiku. Na cześć bohaterskiej kobiety inne panie raz do roku również zaczęły skakać. Później zwyczaj ten przejęli panowie jako wspaniały sposób na pokazanie swojej męskości, odwagi i dorosłości. W kolejnych latach ewoluował on stając się także rytuałem mającym sprowadzić urodzaj na rodzinę skaczącego.

Świat dowiedział się takiej formie rozrywki za sprawą dziennikarzy z National Geographic i telewizji BBC w latach 50tych XX wieku, a pierwszy skok w Europie oddano 1 kwietnia 1979 roku. Wtedy to grupa śmiałków już na specjalnie skonstruowanych linach skoczyła z mostu Clifton Suspension Bridge w Bristolu. Od tego momentu następował już tylko wzrost zainteresowania tym nowym sportem i obecnie skacze się już nie tylko z dźwigów i mostów ale nawet z budynków czy też balonów.

DSC_0773

Przygotowania do skoku czyli bezpieczeństwo przede wszystkim

Jak zacząć ?

Jeśli cieszymy się ogólnie dobrym zdrowiem. Nie jesteśmy pod wpływem żadnych środków odurzających oraz nie cierpimy na choroby serca, kręgosłupa ani nie jesteśmy w ciąży lub zaraz po złamaniach to wystarczy wyszukać w Internecie najbliższe miejsce gdzie można skoczyć, a następnie wybrać się na wycieczkę.

DSC_0785

Wjeżdżając na górę widzimy dokładnie gdzie będziemy lecieć dlatego niektórzy polecają nie patrzeć w dół.

Na miejscu dowiemy się wszystkiego o technice skoku, a instruktorzy rozwieją wszystkie nasze wątpliwości i w razie czego zmotywują do skoku. Generalnie od momentu podjęcia decyzji na miejscu do oddania skoku upłynie pewnie nie więcej niż 10 minut. W tym sporcie nie ma czasu na wątpliwości i zastanowienia.

DSC_0797

Widoki piękne ale my nie jesteśmy tutaj aby je podziwiać.

Super sprawą jest możliwość uwiecznienia swojego skoku w postaci filmu i zdjęć co na pewno będzie w opcji. Jeśli posiadamy własną kamerkę możemy sami się nagrać lub dać komuś na dole.

A jak wygląda sprawa na górze? Całą drogę jedziemy w koszu, a od przestrzeni pod nami oddziela nas jedynie niewielki łańcuszek. W momencie zatrzymania się na górze jest czas na chwilę rozejrzenia się i zachwyty nad widokami. Tylko chwilę gdyż mówi się, że czym dłużej człowiek jest na górze tym mniej chce skoczyć. Dlatego najlepiej iść za ciosem. Wjechać. Rozejrzeć się i … skoczyć. Najpierw jest chwila w której uświadamiamy sobie, że spadamy. Następnie świst powietrza, błyskawicznie zbliżająca się ziemia i świadomość prędkości. Po chwili czujemy napinającą się linę, która najpierw nas wyhamowuje, a później ciągnie z powrotem w górę. W pewnym momencie osiągamy stan równowagi, wręcz bezwładności kiedy to siły na nas działające się równoważą. Jest to moment kiedy możemy poczuć się jak astronauci na orbicie. Przy pierwszym skoku uczucie niesamowite, trochę dziwne i nieporównywalne do niczego innego. Później zaczyna nami trochę miotać gdyż lina podczas rozciągania i ściągania może się różnie ułożyć i od tego ułożenia oraz naszej pozycji zależą później akrobacje które mimowolnie wykonamy.

Bezpieczeństwo i koszty

Generalnie jeśli nad całością skoku czuwają specjaliści, a sprzęt jest atestowany i sprawny prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak jest praktycznie zerowe. Jak każdy sport ekstremalny jest to sport podwyższonego ryzyka i musimy mieć świadomość, że podczas przygotowania i samego skoku trzeba być skupionym na tym co się robi, aby samemu nie spowodować sytuacji niebezpiecznej. Jeśli chodzi natomiast o koszty to za skok zapłacimy koło 100 zł w zależności od miejsca i wysokości. Dodatkowo płatne jest nagrywanie oraz zdjęcia chyba, że mamy własny sprzęt.

Generalnie polecam wszystkim spróbować bo jak skoczy się na bungee to już człowiek będzie wiedział, że może wszystko jeśli tylko tego naprawdę chce.

Galeria z mojego skoku znajduje się tutaj.

Natomiast moje filmy można zobaczyć poniżej:

 


6 Komentarzy do “Bungee

  1. Z tego co widać na wideo, to lina nie jest przymocowana do samych nóg, ale raczej do drugiego „kręgosłupa” które rozkłada nam siły na całe ciało (body+nogi)

  2. @SpeX – Witam na mojej stronie :)
    Oczywiście systemów mocowania liny jest kilka. W moim przypadku był on dość rozbudowany bo składał się z uprzęży biodrowej (z mocowaniem na kostki) oraz dodatkowej uprzęży piersiowej, a dopiero to wszystko było spinane razem do liny.
    Oczywiście daje to możliwość rozłożenia sił na całe ciało jak wspomniałeś oraz podnosi bezpieczeństwo :)

  3. Jakby był sam montaż przy kostce, to bałbym się iż mi je wyrwie z …

  4. @Spex – hehe, ja bym się chyba bardziej bał, że się pozsuwają razem z butami :)

  5. To jest chyba jedyna rzecz, do której mnie nie namówisz :)
    Tak czy inaczej – gratuluję!

  6. @Jakub Milczarek – może się kiedyś skusisz 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *