Co zrobić na wypadek wojny?

Przez ostatnie parę dni odebrałem bardzo wiele telefonów od zaniepokojonych znajomych. Pytali się mnie czy uważam, że będzie wojna? Jak się przygotowuje? Co planuje jeśli faktycznie wybuchnie? Jeszcze parę tygodni temu uspokajałem ich, że do konfliktu jeszcze daleko jeśli w ogóle ma wybuchnąć. Po ostatnich dniach nie jestem już tego taki pewien.

Rosja dąży do eskalacji konfliktu. Co do tego nie można mieć wątpliwości. Jeśli ktoś myśli inaczej to niech weźmie pod uwagę ostatnie jej zachowania, a na pewno zmieni zdanie. W związku z tym zacząłem poważnie zastanawiać się „co jeśli ?”. Lepiej wcześniej mieć jakiś plan niż obudzić się z przysłowiową „ręką w nocniku”.

Znajomi, którzy do mnie dzwonili czy też ze mną rozmawiali generalnie dzielili się na trzy grupy pod względem swoich planów i pomysłów na ewentualność wojny: emigrantów, żołnierzy i traperów.

Emigranci
Generalnie ich dewiza jest prosta – przy pierwszym zagrożeniu inwazją brać rodzinę i ewakuować się w trybie pilnym za granicę.

Żołnierze
Na wypadek wojny zgłoszą się do najbliższego punktu rekrutacyjnego w celu obrony swojego domu i ojczyzny.

Traperzy
W przypadku wojny wyruszą do posiadanego domku na wsi/lesie lub po prostu wraz z zapasami udadzą się w góry czy inny trudno dostępny teren.

Aby w ogóle rozpocząć jakiekolwiek rozważania na temat tego, która z decyzji była by najlepsza trzeba założyć jakiś scenariusz wydarzeń. Przyjmijmy więc z grubsza coś takiego: Rosja wchodzi zbrojnie na teren Ukrainy i zaczyna się regularna wojna. Ludność cywilna w popłochu ucieka w kierunku zachodnim, a armia ukraińska po początkowym oporze ulega lepiej wyposażonej i znacznie liczniejszej armii rosyjskiej. Agresor kontynuuje marsz w kierunku granicy z Polską aby opanować cały kraj. W tym momencie na polskiej granicy pojawiają się dziesiątki jeśli nie setki tysięcy ukraińskich uchodźców, którzy uciekając przed okupantem chcą dostać się do naszego kraju. Na granicy rozgrywają się dantejskie sceny i Polska musi wpuścić do siebie uchodźców choćby z powodów humanitarnych.

W tym momencie pojawia się pierwszy problem o którym jak wydaje się nikt nie myśli, a mianowicie co zrobić z paroma dziesiątkami tysięcy ludzi? Gdzie ich ulokować? Czym ich nakarmić? Jaką perspektywę mają w dłuższym okresie czasu? Polski jako kraju nie stać na nagłe utrzymanie gigantycznej ilości ludności cywilnej. Sama logistyka zapewnienia im tymczasowych warunków życia mogła by przerosnąć możliwości kraju. Wtedy może dojść do zamieszek. Niezadowoleni, głodni i pozostawienia sami sobie ludzie mogą zacząć zdobywać pożywienie czy ubrania na własną rękę. Skąd? Łatwo się domyśleć. W związku z ciężkimi warunkami w obozach uchodźców mogą także wyruszać z nich do innych województw chcąc na przykład dotrzeć przez Polskę dalej na zachód. Zachód natomiast sprzeda Ukrainę tak jak sprzedał Czechosłowację podczas II Wojny Światowej w płonnej nadziei na pokój.

W tym czasie wojska rosyjskie stają na granicy z Polską. Czy apetyt Putina zaspokoi sama Ukraina? A co jeśli nie? Co jeśli ośmielony brakiem reakcji ze strony zachodu postanowi postawić następny krok? Na granicy na pewno będą stacjonowały już polskie wojska. Jednak ich część może być zaangażowana w zapewnienie spokoju w już przeludnionych z powodu uchodźców terenach. Dodatkowo część naszego wojska i sprzętu pozostaje poza granicami kraju – tego na pewno nie da się ściągnąć do kraju na czas.

Jaki będzie kolejny krok Rosji? Pokazały to ostatnie jej konflikty. Może będzie to prowokacja, a może po prosu atak. Czeka nas natomiast na pewno potężny atak cybernetyczny. Sparaliżowane zostaną wszystkie najważniejsze portale informacyjne w kraju oraz strony instytucji rządowych chcących na swoich łamach informować o sytuacji lub dawać rady dla ludności cywilnej. Zaatakowane zostaną banki i instytucje użyteczności publicznej. W polskiej sieci nastanie chaos.

Równocześnie wojska rosyjskie przekraczają nasza granicę. Kolejnym pytaniem jest czy również będzie to miało miejsce z północy – z obwodu kaliningradzkiego? Załóżmy, że tak. Wtedy pewnie do agresji przyłączy się Białoruś. Choćby z tego powodu, że w przypadku pokonania Polski przez Rosję znalazła by się całkowicie wewnątrz jej terytorium, a tak miała by szanse urwać kawałek pasa, może nawet do granicy z Niemcami.

Teraz sprawy mogą potoczyć się w różnym kierunku. Najgorsza, acz nie niemożliwa patrząc na historię byłaby opcja samotnej walki Polski. NATO mogło by się wykpić powołując się na prowokację przeprowadzoną przez Rosję, że to Polska rozpoczęła konflikt. W tej sytuacji nasi obywatele masowo uciekaliby z kraju, a nasze wojsko próbowało jedynie kupić im trochę czasu. O jakiejkolwiek wyrównanej walce nie byłoby mowy. Polska w ciągu parunastu dni znalazła by się całkowicie pod panowanie rosyjskim.

Druga opcja to reakcja NATO. Do Polski wysłane są natychmiast siły z Europy zachodniej ale potrzebują one czasu na dotarcie na miejsce więc główna linia frontu może przebiegać na Wiśle lub jeśli zachód znów nie będzie chciał „umierać za Warszawę” nawet na Odrze. Suma summarum ostatecznie wychodzimy tak jak w opcji pierwszej czyli połowa lub całe nasze terytorium znajduje się pod okupacją. W przypadku połowy dochodzi jeszcze fakt głównych starć armii zachodu z siłami rosyjskimi na naszym terenie czyli kolejne zniszczenia wojenne.

Opcja trzecia czyli zdecydowana reakcja NATO, które spełnia swoje obietnice, a zachód widząc, że czas rozmów się zakończył uderza na wschód. Także i tutaj było by pewne opóźnienie w działaniach chyba, że wojska NATO zostały by wcześniej rozlokowane na naszym terytorium podczas marszu Putina przez Ukrainę. Tak czy inaczej w dawnych planach radzieckich Polska miała być i tak terenem rozstrzygającej walki, a później pozostać jedynie atomową pustynią. Czy w obliczu włączenia się NATO bezpośrednio do walk Rosja posłużyła by się bronią atomową? Jeśli tak to dalsze rozważania nie miały by specjalnego sensu.

Załóżmy więc, że bierzemy pod uwagę którąś z dwóch pierwszych opcji czyli NATO nie może/nie chce interweniować od razu i na początku walczymy głównie sami.

Emigracja – analiza
Kiedyś nie dopuszczałem nawet do siebie opcji ucieczki z kraju w przypadku konfliktu. Myślałem, że zasilę drugą, a ostatecznie trzecią grupę czyli pozostanę w kraju i będę walczył lub zasilę szeregi późniejszej partyzantki. Ostatnio uświadomiłem sobie, że nie jest to taka prosta decyzja i trzeba myśleć także o rodzinie. Pozostawienie rodziny w obszarze działań wojennych było by głupotą i skrajną nieodpowiedzialnością. Tym bardziej, że Rosjanie już pokazali podczas II Wojny na co ich stać i, że nie zważają na żadne świętości czy umowy międzynarodowe. Więc co, ucieczka? Jeśli masz rodzinę i dzieci na pewno w przypadku narastających napięć i rosyjskiej armii u drzwi wysłałbym ich pierwszym możliwym transportem za granicę dopóki sytuacja się nie uspokoi. W Anglii, Norwegii czy nawet Niemczech będą na pewno bezpieczniejsi niż tutaj. Natomiast każdy zdrowy mężczyzna powinien sam podjąć decyzję czy zostaje czy także z rodziną emigruje. Nie ma tu złego wyboru. Jeśli zostanie, ryzyko śmierci w wyniku działań wojennych jest duże, później okupant może więzić lub od razu wywozić na Sybir wszystkich zdolnych do walki aby zmniejszyć potencjalne siły partyzanckie jak już to miało miejsce. Zostać po to tylko żeby głupio zginąć – nie ma sensu.

Żołnierze – analiza
Obowiązkiem każdego obywatela jest ochrona swojej ojczyzny – co do tego nie ma wątpliwości. Jednak na uwagę zasługuje parę faktów. Po pierwsze obowiązkowa służba wojskowa została w Polsce zniesiona już w 2008 roku, a to znaczy, że mamy w kraju nawet 30 latków którzy nigdy nie widzieli na oczy broni, nie mówiąc już o jej skutecznym używaniu. Jeśli więc nawet te osoby zgłoszą się do punktów werbunkowych to zanim przejdą chociaż podstawowe szkolenie, wojna może się już dawno skończyć. Niektórzy przewidują, że nasz potencjał obronny to jedynie parę godzin. Więksi optymiści mówią o paru dniach. W tym czasie nie da się z kompletnego laika lub osoby która do tej pory strzelała jedynie w Counter-Striku zrobić żołnierza. Będzie to jedynie bezsensowna śmierć i marnowanie potencjału obronnego kraju. Jeśli ktoś myśli o partyzantce musi przetrwać jakoś przejście frontu w ukryciu aby działać na tyłach wroga. Aby przeżyć trzeba się ukryć. Ilu z Was wie gdzie znajduje się najbliższy schron w Waszej okolicy? Ilu wie gdzie jest do niego wejście na wypadek potrzeby ukrycia się? Pytanie prostsze: czym różni się sygnał alarmu przeciwlotniczego od sygnału alarmu o skażeniu? Zostać i walczyć? Tak – jeśli się jest do tego przygotowanym.

Traper – analiza
Ciekawą opcją wydaje się próba przeczekania głównej zawieruchy w jakimś izolowanym miejscu – w górach, w głębi lasu lub na jakiejś odległej wsi. Trzeba jednak mieć tutaj na uwadze parę spraw. Po pierwsze jak długo planujemy się ukrywać, a co za tym idzie gdzie mieszkać i co jeść? Jeśli skończą nam się konserwy, a nie będzie jak wrócić czy wiemy które rośliny są jadalne? Czy potrafimy upolować jakieś zwierze, a później je oprawić i przyrządzić? Jak poradzimy sobie z watahą zdziczałych psów, a takie na pewno w czasie wojny będą grasować? Czy potrafimy zbudować schronienie? Jak przetrwamy zimę? Co jeśli napotkamy innych ludzi i np z powodu głodu będą chcieli nas obrabować z wszystkiego co mamy? W końcu trzeba sobie zdać sprawę, że Polska to nie Kanada. U nas nie ma już niedostępnych terenów i jeśli okupant będzie chciał nas znaleźć to wyślę do tego celu drony które wykryją w lesie nasz ślad cieplny, a potem odpalą rakietę, którą usłyszymy jak będzie już za późno. Niestety czasy zorganizowanej leśnej partyzantki minęły. Technologia spowodowała, że każdy większy oddział zostałby szybko wykryty i unieszkodliwiony. Jeśli mamy jakiś domek na wsi i będziemy chcieli w nim przetrwać nikt nie gwarantuje, że nie znajdzie nas jakiś patrol wroga który ukradnie nam wszystkie zapasy. To samo mogą zrobić zresztą zwykli ludzie których zmusi do tego głód. Ogólnie chowanie się w lesie we współczesnych realiach będzie znacznie trudniejsze co nie znaczy, że niemożliwe.

Jaki morał z całej tej historii? Oby nie doszło do żadnego konfliktu. Natomiast aktualna sytuacja powinna dać do myślenia rządzącym. Podstawowe szkolenie wojskowe powinien przejść każdy bez wyjątku. Można zrealizować je na pierwszym roku studiów jako 3 miesięczny kurs. Oprócz tego znacznie poważniej powinno podejść się do edukacji dla bezpieczeństwa. Szkolenia z pierwszej pomocy czy cykliczne szkolenia rezerwy powinny być powtarzane corocznie – choćby weekendowo. Narodowe Siły Rezerwowe poza nazwą powinny stać się realną formacją mogącą w sytuacjach konfliktu wspomóc zawodowe wojsko. W końcu dostęp do broni dla obywateli, szczególnie zrzeszonych w Klubach Strzeleckich powinien być ułatwiony. Przez sam fakt, że w rękach cywilnych jest dużo broni potencjalny agresor musiałby liczyć się ze znacznie większymi stratami.

12 Komentarzy do “Co zrobić na wypadek wojny?

  1. TomCie90 pisze:

    Pierwsze co nasz kochany Rząd powinien zrobić to ułatwić przeciętnemu Kowalskiemu, który jest zdrowy na umyśle dostęp do broni palnej. Gdyby co 10 polak miał karabin i dano by mu możliwość trenowania na strzelnicy, to by się Putin dwa razy zastanowił zanim by coś zrobił. Co ode mnie. Gorąco zachęcam do głosowania na Ruch Narodowy. Warto zapoznać się z ich pomysłem: https://www.youtube.com/watch?v=OHt2M8h3sdQ

  2. TomCie90 pisze:

    Tu jest też ciekawa inicjatywa: http://odbudujmyak.pl/ ^^ Sorry za Polaka z małej litery ale szybko pisałem i już nie zedytuje 😀

  3. Już widzę moich kolegów programistów z karabinem. Przecież oni sami sobie zrobili by krzywdę gdyby im dać taką groźną zabawkę do ręki.

  4. @TomCie90 – inicjatyw jest coraz więcej tylko jakoś wszystkie oddolne, a politycy zamiast to wykorzystać to jedynie debatują

    @anoriell – ale jakby wcześniej byli przeszkoleni to nie było by teraz tego problemu. Po za tym wojska to także technologia więc i programiści mogli by się przydać :)

  5. Houston pisze:

    Zastanawiam się, czy w razie konfliktu granice zachodnie, północna i południowa Polski nie będą uszczelnione. Umowa z Shengen zapewne przestanie obowiązywać i swobodne przekraczanie granicy będzie niemożliwe. W związku z tym Straż graniczna zdrowego faceta nie powinna wypuścić z kraju (obowiazek obrony). Pomijam już fakt, że trasy wyjazdowe będą bardzo zatłoczone. Będą trudności z dostępem do paliwa. Masowe transporty kolejowe…? Nie wiem czy coś takiego będzie miało miejsce.

  6. @Houston – też ciekawe spostrzeżenia. Same granice pewnie nie zostaną zamknięte od razu więc jeśli wcześniej będzie coś się działo dużo osób wyjedzie zanim dojdzie do właściwego konfliktu. Druga sprawa to jakby doszło do konfliktu nagle to też potrzeba czasu aby te granice uszczelnić. Po za tym przecież na granicy nie będą strzelać do uciekinierów, a przynajmniej sobie tego nie wyobrażam.

  7. Dzon pisze:

    Prawda jest taka, że mam w domu wiatrówkę zlimitowną do 17J, nie przeszedłem szkolenia wojskowego a co najważniejsze nie bardzo widzę sens ryzykowania życia dla tego kraju. Prawda jest taka, że jeśli NATO się nie włączy w otwarty konflikt zbrojny to mamy zerowe szanse. Nasza armia zawodowa to 30tyś żołnierzy i 70tyś urzędników wojskowych. Mamy około 2mln broni, gdzie pewnie większość tego zostanie zniszczona nalotami. Jeśli zostanie użyta broń atomowa to tak jakby walczył średniowieczny rycerz z mieczem i kuszą przeciwko helikopterowi wojskowemu.
    Moim zdaniem jedyny rozwiązanie to mieć zawsze zatankowane auto, odłożone trochę kasy i uciekać gdy tylko wszystko się zacznie i będą na to szanse.

  8. @Dzon – zamiast kasy odłożyłbym np. złoto. Nie wiadomo co stanie się z walutami na wypadek wojny. Chyba, że w paru walutach ale na pewno nie w złotówkach.

  9. astro pisze:

    Może warto również nie tylko złoto, ale i bitcoiny, które za granicą przy połączeniu z internetem będzie jak sprzedać, a chętnych do kupna może być wtedy wiele.

  10. @astro – no nie wiem czy bitcoiny to taki dobry pomysł. Raz, że musimy mieć dostęp do Internetu, a dwa, że musimy mieć kupca, który będzie wiedział co to jest i będzie chciał to kupić. Bitcoinem nie zapłacimy wszędzie oraz nie każdy jest nim zainteresowany. Złoto natomiast zawsze miało zbyt.

  11. robert pisze:

    Dzon, tu masz racje, pisząc, że mamy w naszej 100tysięcznej armi jedynie 30 tysięcy chłopa do obrony. A w śród nich ileś tam procent ma kredyt mieszkaniowy i rodzine, a znając realia obrony, pewnie by tzw łba nie nadstawiali.
    A tak w ogóle to ta wojna toczy się o rozbieżne interesy pewnych grup, a nie naszą ojczyzne. Jesteśmy tylko pionkami w tej grze.
    A na wypadek wojny dobrze się zaopatrzyć w nasiona brukwi. W miare smaczna, plenna, pożywna.

  12. Ja uciekałbym pieszo przez pasma górskie na piechotę. Zabrałbym ze sobą, odbiornik GPS, peleryne, buty, ubrania, mapy, kompas, 10 monet złotych, mogą być takie po 300-500 zł będzie łatwiej coś za to kupić, jeszcze tysiąc euro i tysiąc dolarów, do tego ważne są plecak z pokrowcem przeciwdeszczowym wraz z bukłakami 2 L, kilka tubek maści przeciwbólowej, plastry, opatrunki i kilka opakowań witamin np. z Omega 3 i 6 i do tego tran w kapsułkach, coś przeciw biegunce też kilka opk. wazelina na otarcia i sudokrem razy kilka, latarka i zapasowe baterie, kilka powerbanków, worki wodoszczelne na wypadek przeprawy przez rzekę, nóż myśliwski, 2 gazy, książke jak przeżyć w lesie jedząc różne grzybki i roślinki :)) kilka zapalniczek i krzemienie do rozpalenia ogniska, jakieś termosy i kuchenkę turystyczną, żyłkę i kilka haczyków plus robaczki, suszone warzywa, kilka kawałków suszonej wołowiny, sezamki, rodzynki, czekoladę, chałwę, uciekałbym łukiem karpat trzymałbym się rzek, żeby mieć co jeść :) Ciekawe o czym zapomniałem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *