Kraków miastem kultury? A może chamstwa i buractwa?

Mieszkam w Krakowie już parę dobrych lat. Jedną z rzeczy które mnie mile zaskoczyły po przeprowadzeniu się tutaj był poziom kultury mieszkańców. Wielokrotnie byłem zaskakiwany małymi ale bardzo miłymi sytuacjami pomocy, aktami bezinteresownej dobroci oraz lekcjami poprzez przykład dobrego wychowania i wysokiej kultury.

Niestety w ostatnich latach sytuacja bardzo się zmienia.

Można by rzec, że chamstwo zawitało na salony. Z każdym rokiem Kraków staje się coraz niebezpieczniejszym i smutnym miastem. Jakby tego było mało mieszkańcy stają się coraz bardziej zamknięci w sobie i nawet się nie uśmiechają. Nie chce tutaj oceniać, że są to krakowiacy bo do dowodów im nie zaglądam ale faktem jest, że coraz mniej spotyka się pozytywnych zachowań, a coraz więcej patologii.

Kraków miastem nożowników grzmiały całkiem niedawno tytuły w prasie i internecie. Maczety, napady i nożownicy w ścisłym centrum to fakt, który nie zachęca do spacerów po Rynku nawet w biały dzień. Miasto jakoś specjalnie się tym nie przejmuje. Jakieś marsze ciszy itp. ale w rzeczywistości poprawy bezpieczeństwa nie widać. Po Plantach też nie da się już spokojnie pospacerować. Dlaczego? Armia meneli opanowała ten teren i jest ich więcej niż wron na drzewach. Jednego tylko dnia przechodząc z jednej strony Starego Miasta na drugie zaczepiło mnie pięciu „spragnionych” panów. Część miała swoją historyjkę ale większość bez ogródek prosto z mostu mówiło, że zbierają na wódkę (albo inna wersja polską wódkę). Nie rozumiem zupełnie dlaczego miasto nie rozwiąże tego problemu tym bardziej, że rzutuje on bezpośrednio na opinie miasta. Zajęte przez meneli i bezdomnych, zarzygane i/lub ojszczane ławeczki i ich otoczenie są raczej nieciekawą wizytówką miasta.

Co ciekawe wygląda na to, że w Krakowie menele mają więcej praw niż obywatele, którzy płacą podatki. Ostatnio jadąc autobusem byłem świadkiem takiej oto sceny: do autobusu wtacza się para mocno napitych i głośnych meneli. W rękach oczywiście niedokończone jeszcze piwa. Na kolejnym przystanku wsiada kontrola biletów. Skrupulatnie sprawdzają ludzi doczepiając się do chłopaka, który kupił bilet za pomocą telefonu ale kompletnie omijając meneli. Tak jakby mieli specjalny abonament na jazdę autobusem. Po prostu kpina, tym bardziej, że w autobusach komunikacji miejskiej w Krakowie zamontowane są monitory na których co jakiś czas lecą filmy poglądowe pokazujące jak szybko i skutecznie MPK, Straż Miejska i Policja reagują i radzą sobie z pijącymi w środkach komunikacji miejskiej. Szkoda tylko, że jest to jedynie film, a z rzeczywistością ma niewiele wspólnego.

Menele już się tak w Krakowie zadomowiły, że stoją nawet przed firmami. Ostatnio zaczepił mnie taki przed myjnią. Stali sobie we dwóch przy wjeździe na myjnie i popijali ćwiarteczkę. Pogoda całkiem niezła więc pewnie postanowili też dorobić. Jaki mieli pomysł? Co parę łyków wychodzili w kierunku ustawionych w kolejce aut, dokładnie je oglądali po czym jeśli znaleźli np. jakiś ubytek lakieru czy np uszkodzoną wycieraczkę podchodzili do kierowcy ze słowami: „w tylnej wycieraczce nie masz pióra, mam zarobek?”. Po czym wracali na swoje stanowisko na chwilową regenerację przed kolejnym obchodem. Swoją drogą ciekawe, że właściciel ich nie przegonił.

Ostatnio znajomy zapytał mnie czy w Krakowie jest bezpiecznie. Odpowiedziałem, że owszem. Jest więcej ludzi więc i problemów ilościowo będzie więcej. Ale nawet jeśli ludzi i problemów byłoby 10 razy więcej to sam sposób ich rozwiązywania pokazywałby czy miasto jest bezpieczne oraz czy ludzie w nim żyjący są dojrzali społecznie. Kraków sobie niestety z tymi problemami nie radzi.

Miasto szczyci się i co roku podaje ile to turystów przyjechało i jak się zachwycali miastem, zabytkami i klimatem. Ten „klimat” można zobaczyć szczególnie po 22 na Rynku Głównym, który we władanie przejmują wtedy grupy podpitych wyrostków, często z całego świata, którzy do Krakowa przyjechali się bawić. Wracałem przez Rynek przez pół roku kończąc zajęcia po 21 i to co można było wtedy zobaczyć po prostu odstraszało i obrzydzało.

Ostatnio przeprowadziłem się z Prądnika Czerwonego gdzie mieszkałem ponad 5 lat na Podgórze. Pomijając wymazane bloki było tam całkiem przyjemnie i bezpiecznie. Jakoś pół roku przed moją przeprowadzką na dzielnicy zaczął grasować seryjny grafficiarz. Osobiście nie mam nic przeciwko żeby wszystkie bloki były pomalowane kolorowo z jakimiś graffiti ale niech to będą jakieś ciekawe rysunki na które patrzy się z przyjemnością. Jest takich dużo i niektóre to małe dzieła sztuki. Niestety u mnie pojawił się grafficiarz-kibic. Skończyło się na zamalowaniu większości bloków chamskimi i wulgarnymi słowami czy całymi wierszykami kto, komu, co i gdzie. Przez kolejny miesiąc praktycznie każdy kawałek wolnej przestrzeni został ozdobiony takimi napisami, a kiedy już skończyła się wolna przestrzeń to napisy i rysunki zaczęły pojawiać się nawet na chodniku. Co ciekawe wzdłuż drogi na której pojawiło się najwięcej radosnej twórczości co niedziele do kościoła podążali mieszkańcy z okolicznych bloków. Ciekawe, że nikomu ten fakt nie przeszkadzał, a że nie przeszkadzał wnioskuje po tym iż będąc tam ostatnio w odwiedzinach u znajomych z przykrością zauważyłem, że nic się nie zmieniło.

Nowe osiedle całkiem mi się spodobało. Niestety ponieważ zaraz za mostem zaczyna się strefa, codziennie rzesze pracujących próbują znaleźć w mojej okolicy miejsce parkingowe, których nawet dla mieszkańców jest za mało. Nie czekałem więc długo aż któregoś dnia jakiś bezmyślny kierowca zastawił mi skutecznie wyjazd. Szczęście w nieszczęściu, ze zanim zeskrobałem lód z szyb właściciel jakby nigdy nic przyszedł po swoje auto. Przy tym „ani me ani be” jak to mówi pewna piosenka.

Jakiś tydzień temu wychodząc z domu zauważyłem coś dziwnego na zderzaku. Podchodzę, patrzę i oczom nie wierzę – auto uderzone. Widać dokładnie jak jakiś baran próbując wyjechać nie zmieścił się. Co ciekawe zamiast wycofać najwyraźniej parł naprzód bo ślad wskazuje na mocniejsze uderzenie, a nie jedynie dotknięcie zderzaka. Oczywiście żadnej informacji po sobie nie zostawił bo i po co. Kto się będzie narażał na malowanie zderzaka. Lepiej uciec puki nikt nie widział.

Tydzień później komuś spodobało się moje lusterko. Albo raczej nie spodobało bo zostało, tylko w częściach. Po śladach na karoserii widać, że ktoś z mocnym ADHD lubi w nocy kopać w ramach dowartościowania się w obce samochody i urywać lusterka. Sobota wieczór, debili nie sieją. Pewnie z dyskoteki wracał i go po dropsie energia rozpierała.

Dwie ostatnio sytuacje są mocno irytujące z jeszcze jednej strony. Prawie codziennie wracając do domu z pracy jestem świadkiem następującej sceny. Pod przystanek podjeżdża tramwaj z którego wychodzą ludzie. Przystanek jest na wysepce i stąd pasażerowie mają możliwość przejściem podziemnym przejść przez ulicę. Jednak znacznie krócej jest po prostu przejść przez ulicę, tym bardziej, że często nic nie jedzie i nie powoduje to żadnego ryzyka. Po drugiej stronie pomiędzy samochodami w ukryciu czekają dzielni panowie Policjanci. Dzielni w łapaniu studentów i babć przechodzących przez ulicę zamiast łapania zwyrodnialców, wandalów i złodziei. Ale przecież prościej wlepić mandat babci niż złapać prawdziwego przestępce.

Ostatnio też byłem świadkiem dwóch sytuacji jak u ludzi postępuje znieczulica i bezczelność. Pierwsza miała miejsce w sklepie. Ponieważ w przejściu między półkami stała nowa dostawa towaru mogła tamtędy przejść tylko jedna osoba, a ponieważ były tam także normalnie wyłożone na półce towary naturalne było, że ktoś będzie chciał je włożyć do swojego koszyka. Jakiś gość podszedł do przewężenia i akurat coś na półce go zainteresowało więc zatrzymał się oglądając towar. Z tyłu jakaś baba zaczęła się na niego pchać bez słowa. Pchała się tak skutecznie, że facet o mało się nie przewrócił. Złapał równowagę, przepuścił kobietę po czym z całej siły pchnął ją przed siebie. Baba w krzyk, że zaraz wezwie ochronę, że co on sobie wyobraża itd. Tak sobie myślę, że powinna mu jeszcze podziękować bo chwilę wcześniej była jeszcze niema, a teraz jaki donośny głos się w niej obudził…

Druga sytuacja miała miejsce dzisiaj i była po prostu przykra. Odprowadzałem znajomą na dworzec PKS i wracałem przejściem podziemnym pod dworcem PKP. Kątem oka zobaczyłem starszego człowieka z zabandażowanym okiem, który „zaczepiał” ludzi. Kiedy zbliżyłem się w jego kierunku okazało się, że próbuje wydostać się z dworca i pyta ludzi: „przepraszam jak wyjść z dworca”. Oczywiście nikt mu nie chciał pomóc i albo zupełnie go olewali albo odpowiadali „nie wiem” i szli dalej. Podszedłem więc i pytam gdzie dokładnie idzie. Po krótkiej rozmowie okazało się, że przyjechał do okulisty i nie wie jak ma wyjść z dworca i w którą stronę się udać bo nie jest z Krakowa. Powiedziałem mu którędy najlepiej wyjść i gdzie jest klinika której szuka. Dziwi mnie natomiast znieczulica ludzi którzy omijali go jakby był trędowaty, a jedynie miał zabandażowane oko. Szok.

I tym małym akcentem kończę dzisiejsze rozważania.

2 Komentarzy do “Kraków miastem kultury? A może chamstwa i buractwa?

  1. Rake pisze:

    Przykre, ale prawdziwe. Byłem w Krakowie miesiąc temu i nie mam ochoty wracać. Bufonada na każdym kroku. Warszawa mile mnie zaskoczyła – z niczym takim się nie spotkałem. Tymczasem Krakowianie nawet Ci na pytanie nie odpowiedzą, bo boli ich, że zamiast „rynek” powiesz „starówka”. o.O

  2. Jak przyjechałem na studia to te wszystkie słownikowe zawiłości były fajną ciekawostką ale nigdy się do nich nie stosowałem. Teraz po latach stwierdzam, że jak ktoś ma problem, że druga osoba powie „na pole” zamiast „na dwór” czy odwrotnie to znaczy, że powinien sobie kupić maść na ból pewnej części ciała. Wszyscy jesteśmy Polakami więc po co te wycieczki personalne i udawanie lepszego. Tak samo z miejscami. Jak ktoś mieszka w Krakowie to wie, że tu jest Rynek, a jak nie wie to przecież łatwo się domyśleć o co mu chodzi – trochę dobrej woli wystarczy i wtedy można takiej osobie jeszcze powiedzieć, że w Krakowie stara część miasta nazywa się po prostu Rynkiem. Bez zbędnej wyniosłości i obrażania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *