Główny Szlak Świętokrzyski – drugie starcie

Ponieważ ostatnio z powodu intensywnych opadów nie udało mi się przejść na raz całości Głównego Szlaku Świętokrzyskiego postanowiłem nadrobić tą zaległość w długi majowy weekend. Tym razem miały iść ze mną jeszcze dodatkowo trzy osoby, a cała wędrówka miała być przygotowaniem do zbliżającego się maratonu Kierat.

Planowałem wyruszyć wcześniej niż ostatnio bo na starcie chciałem być najpóźniej o siódmej aby „po widnemu” zrobić jak największą część trasy. Niestety całą noc poprzedzającą planowane wyruszenie w trasę padał deszcz. Ranek też nie przyniósł zmiany pogody i aura nie zachęcała do wychodzenia z domu. Jednak mając nadzieje, że w trasie niejako się przejaśni wyruszyliśmy, już bez jednej osoby która zrezygnowała do Kuźniaków.

DSC04940

Zanim dotarliśmy do naszego punktu startowego deszcz zamienił się w mżawkę co dodało nam trochę ochoty na wędrówkę. Wyruszyliśmy parę minut po siódmej i ochoczo (aby się rozgrzać) pomaszerowaliśmy w kierunku pierwszego wzniesienia. Całości szlaku nie będę dokładnie opisywał gdyż opisałem go podczas ostatniej wędrówki (Główny Szlak Świętokrzyski).

Przez pierwszy dzień praktyczni cały czas towarzyszyły nam mniejsze lub większe opady. Pewna niespodzianka czekała na nas już w Ciosowej gdzie z lasu na nasze spotkanie wyszło parę osób ubranych bardzo lekko jak do biegania. Po krótkiej wymianie zdań dowiedzieliśmy się, że z drugiej strony biegnie Twardziel Świętokrzyski, a my natknęliśmy się na jednych z pierwszych zawodników już bliskich ukończenia rajdu. Co ciekawe zaczęli wieczorem dnia poprzedniego więc biegli całą noc w deszczu, który momentami był naprawdę spory i musiał nieźle utrudniać bieg i poszukiwanie szlaku. Przez następne parę godzin spotykaliśmy kolejne grupy lub pojedynczych zawodników próbujących dotrzeć do mety.

Co ciekawe i zastanawiające to to, że niektórzy oszukiwali, a przynajmniej próbowali. W jaki sposób? W niektórych miejscach szlak przebiega tak iż można go skrócić lub sobie ułatwić co właśnie pojedyncze osoby robiły. Niestety pomijając fakt iż sami sobie szkodzili bo nawet jak docierali do mety to musieli wiedzieć, że w rzeczywistości nie przeszli całego szlaku to dodatkowo w krytycznych punktach, które mogły być atrakcyjne do ominięcia umieszczono punkty kontrolne. Myśmy też na jeden taki punkt się natknęli i przybiliśmy sobie pamiątkową pieczątkę oraz dostaliśmy po batonie.

Drugą ciekawostkę napotkaliśmy w rezerwacie Kamienne Kręgi gdzie oprócz kapliczki i kamieniołomu znajdują się pozostałości pewnej konstrukcji. Będąc tam ostatnio zastanawiałem się co to mogło by być i dlaczego akurat tam. Tym razem na miejscu był także ktoś z okolicy i uświadomił nas iż to co widzimy to nic innego jak pozostałości skoczni narciarskiej kiedyś prężnie działającego klubu sportowego.

DSC04981

Po chwili kontemplacji wróciliśmy na szlak. W samym Tumlinie powstała nowa droga krzyżowa z wykutymi w kamieniu stacjami. Ciekawie to wygląda.

Mały postój zrobiliśmy sobie w lesie za Tumlinem gdzie mimo dużej wilgoci udało nam się w miejscu w którym ostatnio nocowałem rozpalić małe ognisko i podgrzać sobie zabrane z domu kiełbaski. Przez chwilę zastanawiałem się czy i tym razem nie przenocować tutaj ale niepewna pogoda i chęć przejścia części trasy nocą pognała nas dalej. Minęliśmy pomnik 4 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej po czym weszliśmy w las i … się zgubiliśmy. Spowodowane było to przede wszystkim tym iż podczas naszego odpoczynku przy ognisku dołączyła do nas para wędrująca z drugiej strony. Na pytanie o stan szlaku odpowiedzieli, że jest on bardzo słabo oznaczony dalej. Pamiętałem po ostatnim przejściu, że szału nie było ale specjalnej tragedii też nie. No i właśnie ta niepewność spowodowała, że zbyt wcześnie skręciliśmy w las. Po paruset metrach byłem już pewny, że źle idziemy więc zaczęliśmy iść na azymut i wpadliśmy w straszne chaszcze i trzęsawiska. Kierunek obraliśmy względnie dobry ale na przedzieraniu się przez las straciliśmy sporo czasu. Dodatkowo dwóch znajomych nabawiło się kontuzji i zauważałem iż wyraźnie zwalniają.

DSC04999

Postanowiłem, że przenocujemy w hostelu przed Kielcami. Cena nie była specjalnie atrakcyjna ale opcja ciepłego łóżka, gorącej herbaty i bieżącej wody była bardzo kusząca. Dodatkowo okazało się, że właściciel sypie historiami z rękawa tak, iż najlepiej by w ogóle opowiadał przez całą noc.

Rano pogoda bez zmian ale spokojnym tempem wyruszyliśmy w dalszą drogę. W Masłowie straciliśmy drugą osobę. Tzn okazało się, że kontuzja, której się nabawił jeden znajomy uniemożliwia mu dalsze wędrowanie. Po krótkiej debacie zostawiliśmy go na przystanku skąd miał zostać odebrany przez transport, a sami ruszyliśmy dalej. Specjalnie daleko nie zaszliśmy bo po minięciu Diabelskiego Kamienia zobaczyłem czarne chmury zbierające się w okolicy. Miałem nadzieje, że zejdziemy chociaż do Amieliówki ale deszcz się tak rozpadał, że nie dość, że spadła widoczność to ścieżki zaczęły zamieniać się w strumienie. Zeszliśmy więc pośpiesznie do Mąchocic gdzie planowaliśmy przeczekać niekorzystną sytuację. Po godzinie opadów stwierdziliśmy, że kończymy naszą wędrówkę bo dalsza droga w takich warunkach nie ma sensu i zjechaliśmy do domu. Do Diabelskiego Kamienia zaliczyliśmy równe 50 km i znów będzie powód aby powrócić na ten szlak.

DSC05011

Cała galeria znajduje się tutaj.

2 Komentarzy do “Główny Szlak Świętokrzyski – drugie starcie

  1. Trzeba było się wybrać z nami kilka lat temu, jak zapraszałem :)
    Tak czy inaczej – może do trzech razy sztuka…

  2. Kiedyś się uda :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *