Co nieco o doświadczeniach z rekruterami przy poszukiwaniu pracy

Zwykle szukając pracy rozsyłamy mniej lub więcej CV. Czasem jeśli jesteśmy zarejestrowani na jakichś portalach pośredniczących w kontakcie pomiędzy pracownikiem, a pracodawcą możemy dostać także maila lub telefon od potencjalnego przyszłego pracodawcy lub częściej od jakiejś firmy rekrutującej / pośredniczącej.

Czemu w ogóle poruszam ten temat? OStatnio przeczytałem iż 75% firm zgłasza problemy ze znalezieniem pracowników, a ponad 20% przyjętych pracowników nie sprawdza się na swoich stanowiskach. Można by powiedzieć, że brakuje odpowiednio wykształconej kadry, a część osób po prostu się nie sprawdza. Jednak można na problem spojrzeć także z innej strony, tzn w jaki sposób pracodawcy rekrutują swoich pracowników i w jaki sposób chcą zachęcić tych najlepszych do pracy właśnie u nich?

Tutaj sposoby rekrutacji podzieliłbym na trzy poziomy:
– rekrutacja bezpośrednia
– rekrutacja pośrednia
– outsourcing (modne ostatnio słowo) rekrutacyjny

Rekrutacja bezpośrednia
W firmie X w dziale np. informatycznym zwolniło się miejsce i potrzebny jest pracownik. Właściciel firmy, kierownik bądź wyznaczona do tego osoba umieszcza informację na stronie firmy oraz/lub stronach z ogłoszeniami o pracę i czeka na CV kandydatów. Po zebraniu odpowiedniej ilości lub osiągnięciu założonego czasu zbierania aplikacji następuje ich wstępna selekcja. Selekcja jest dokonywana pod kątem przedstawionych w ofercie wymagań i dokonuje jej (albo powinna) osoba mająca wiedzę w zakresie stanowiska na który prowadzona jest rekrutacja. Potem osoba zapraszana jest na rozmowę / test kompetencji i dokonywany jest wybór tego kandydata który się najlepiej sprawdził. Zauważyłem iż metoda taka najczęściej stosowana jest przez małe firmy i wygląda to mniej więcej tak:
– wysyłam cv
– moje cv w firmie jest przeglądane (często również przez potencjalnych współpracowników)
– jeśli moje cv było z jakiegoś powodu interesujące dostaje telefon z zaproszeniem na rozmowę/test
– na rozmowie obecny jest kierownik/dyrektor oraz osoba z działu w którym miałbym pracować, to ta osoba zadaje pytania merytoryczne związane ze stanowiskiem, natomiast osoba z kadry zarządzającej skupia się na pytaniach/informacjach organizacyjnych
– w zależności od tej rozmowy pracę dostaje lub nie
Przyznam, że bardzo lubie ten sposób rekrutacji. Oszczędza czas mój i potencjalnego pracodawcy oraz jest bardzo konkretny.

 Rekrutacja pośrednia oraz outsourcing
Wracając do naszego przykładu, w firmie X w dziale np. informatycznym zwolniło się  miejsce i potrzebny jest pracownik. Informacja o tym trafia do działu HR (również modne ostatnio słowo) ,do „wyspecjalizowanej” firmy, która ma zająć się rekrutacją lub headhuntera\ów (kolejne modne słowo). Droga zwykle jest tutaj taka sama gdyż albo informację o rekrutacji pojawiają sie na stronach albo firmy przeszukują swoje bazy danych już posiadanych cv. Następnie następuje kontakt z potencjalnym pracownikiem. To czego byłem ostatnio świadkiem i jest bardzo dla mnie dziwne to sytuacja w której jako pierwszy kontakt dostałem maila z treścią z grubsza następującą:
„Reprezentuje firmę rekrutacyjną xxx. Aktualnie prowadzimy rekrutację na stanowisko „Tutaj nazwa stanowiska oczywiście po angielsku”. Nasz klient to międzynarodowa firma … i tutaj mnóstwo ogólników pasujących do przynajmniej paru setek firm.” Oczywiście nazwy firmy brak. Konkretów odnośnie stanowiska pracy brak. Wymagań brak. I na koniec pytanie czy jestem zainteresowany ofertą? Zaraz, zaraz jaką ofertą? Dla zasady od razu odrzucam takie maile czy telefony bo świadczy to tylko o braku szacunku dla mojego czasu. Oszczędza mi to tego co będzie dalej. A co będzie? Kiedyś postanowiłem odpowiedzieć twierdząco na parę takich „ofert” i dalszy ciąg wyglądał z grubsza tak: Przy następnym telefonie dowiedziałem się jakie są wymagania na stanowisko, z grubsza, czasem bardzo z grubsza na czym polega praca oraz parę informacji ale wszystkie musiałem praktycznie wyciągać z rozmówcy jak na torturach. Dziwne.  Następnie dowiadywałem się, że zakwalifikowałem się do kolejnego etapu. Tutaj dzwoniąca najczęściej chciała porozmawiać po angielsku aby sprawdzić mój język bo przecież firma jest międzynarodowa i język będzie bardzo ważny. Więc rozmawiamy, tzn dostaje parę typowych pytań o zupełne pierdoły niezwiązane z pracą. Zwykle skonstruowane tak, że na każde pytanie muszę odpowiedzieć jak najbardziej opisowo czyli faktycznie się językiem posłużyć. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie jedno „ale”. Mianowicie zwykle po odpowiedzi na pytania ja je zaczynam zadawać. Oczywiście po angielsku i ku mojemu zdziwieniu słyszę z drugiej strony słuchawki … dukanie. Okazuje się, że oprócz paru wyćwiczonych pytań osoba która ma mnie testować z języka sama go nie zna! I to nie pojedynczy przypadek! Przechodzimy więc na język ojczysty, a ja zaczynam zadawać konkretne pytania odnośnie stanowiska pracy, wykorzystywanych technik, narzędzi itp. Na wszystkie pytania uzyskuje dwie odpowiedzi: albo nie mogą powiedzieć na tym etapie rekrutacji albo nie wiedzą. Hmmm. Pewnego razu postanowiłem zapisywać nazwiska dzwoniących rekruterów i sprawdzać ich w Internecie. Rekordem dla mnie było rekrutowanie mnie na stanowisko specjalisty IT przez studentkę czwartego roku psychologii! Jedyne co dziewczyna była w stanie zrozumieć z mojego cv to skończenie kursu pedagogicznego podczas studiów. Sama podczas rozmowy zauważyła i parokrotnie przypominała iż nie jest osobą techniczną więc albo naie jest w stanie mi na moje pytania odpowiedzieć albo jedynie przytakiwała na moje odpowiedzi na widać przygotowane przez kogoś innego pytania. Zastanawiam się tylko co to za profesjonalna rekrutacja i w jaki sposób ma pomóc przy znalezieniu właściwej osoby na konkretne stanowisko? Oczywiście ten etap też przeszedłem. Czekała mnie rozmowa z kierownikiem działu w którym miałem pracować. Gość mieszkał w Hiszpanii więc miałem się przygotować na rozmowę po angielsku. Czekałem … gdzieś do 22, a potem udałem się spać. Koło godziny 3 nad ranem zadzwonił telefon. Oczywiście pogadałem sobie z kierownikiem ale pracy nie przyjąłem. Jakaś granica przyzwoitości musi być. Człowiek nie jest jeszcze pracownikiem, a już do niego dzwonią w środku nocy. No jaja. Jeśli tak traktują potencjalnego pracownika to jak traktują osoby już zatrudnione? Wracając jednak do kwestii rekruterów. Podczas studiów miałem okazję mieszkać z osobą która miała być rekruterem. Pewnego dnia dostałem propozycję, że przeprowadzi ze mną rozmowę rekrutacyjną. Aby realizm był jak największy stworzyła ofertę pracy na którą odpowiedziałem wysyłając cv i  list motywacyjny. Przyszedłem do niej na umówioną rozmowę i bardzo szybko mój entuzjazm opadł. Okazało się, że rozmowa miała bardzo niewiele wspólnego z pracą. Po skończeniu zabawy w rekrutację zacząłem zadawać pytania o celowość takiej rozmowy. Dowiedziałem się wtedy tego co podejrzewałem. Po pierwsze firmy rekrutujące skupiają się na rekrutowaniu pracowników o „odpowiednich” predyspozycjach socjologiczno-psychologicznych. Znaczy to tyle, że jeśli jesteś świetnym ekspertem, potrafisz bardzo wydajnie i dobrze pracować ale nie jesteś duszą towarzystwa to masz znacznie mniejsze szanse na dostanie pracy niż osoba która ma przeciętną wiedzę i umiejętności ale potrafi zręcznie odpowiadać na pytania rekrutujących i zrobi ogólnie najlepsze wrażenie. Dopiero z grupy tych osób wybiera się osobę o najlepszych predyspozycjach praktycznych do pracy na danym stanowisku. Jak to się kończy łatwo sobie wyobrazić. Po drugie osoby na stanowiskach rekruterów to najczęściej osoby które skończyły psychologie i tym podobne kierunki i ich wiedza techniczna jest w większości bardzo marna. Jeśli dodamy do tego fakt iż zlecanie rekrutacji firmom zewnętrznym podyktowane jest zmniejszeniem kosztów to mamy obraz faktycznej jakości usług takich firm.

W Internecie pełno jest porad w stylu: Jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej? Jak prawidłowo odpowiadać na pytania rekrutera? itp ale ciekawe czemu nikt nie zwróci uwagi na drugą stronę tzn, jak przygotowany jest (a często właśnie nieprzygotowany) jest rekruter albo jak niechlujnie i ogólnikowo napisana jest oferta pracy. Tak jak zarzuca się pracownikom używania oklepanych zdań w swoich cv tak w większości ofert pracy znajdziemy dokładnie te same treści.Tak jak pracownik musi się pokazać od jak najlepszej strony tak i pracodawca swoją ofertą pracy oraz procesem rekrutacyjnym wystawia sobie ocenę. Na zakończenie zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz która jest powszechna na stronach zagranicznych z pracą, a w Polsce praktycznie nie istniej. Chodzi mi mianowicie o podawanie orientacyjnego wynagrodzenia. Brak tego w ofertach pracy uważam za jeden z powodów przez które zarobki w Polsce są nadal znacząco niższe choćby od tych na zachodzie. Powoduje to także takie sytuacje w których za tą samą pracę dwie różne osoby mogą dostawać drastycznie inne pensje. Sam pracowałem w firmie która nie podawała zarobkow, a nawet w umowie zakazane było rozmawianie o wysokości poborów. W skutek tego za tą samą pracę ludzie potrafili otrzymywać dwa razy tyle niż siedzący przy biurku obok kolega. Jest to kolejny sposób na zmniejszenie kosztów bo dajemy osobie tylko tyle ile uda jej się wynegocjować nawet jeśli docelowo i tak mieliśmy na to stanowisko przeznaczone większe fundusze. Ot taka oszczędność szkoda tylko, że opinia o pracodawcy leci w dół kiedy pracownicy się dowiedzą o różnicach w pensji, a dowiedzą się na pewno prędzej czy później choćby od pracowników odchodzących. Więc moja rada dla pracodawców: zacznijcie traktować pracowników tak jak sami chcielibyście być traktowani, a zobaczycie, że odwdzięczą się uczciwą i produktywną pracą.

7 Komentarzy do “Co nieco o doświadczeniach z rekruterami przy poszukiwaniu pracy

  1. Zgadzam się z większością przedstawionych tez.
    Najgorszym w tym wszystkim jest jednak opisywane przez Ciebie wynajmowanie firm HR, których pracownicy nie mają zielonego pojęcia o tym co do nich mówisz w trakcie takiej rozmowy.
    Mam wrażenie, że z ich strony wygląda to trochę jak wypełnianie tabelki lub kwestionariusza.
    Kiedyś zadzwoniła do mnie Pani, która rekrutowała dla jakieś zagranicznej firmy chemicznej i zostałem zdyskwalifikowany podczas rozmowy, w momencie gdy nie potwierdziłem JEDNEJ z 10 wymienianych umiejętności badawczych. Nie pamiętam już co to było, ale przy mojej praktyce to była kwestia 2-3 tygodni aby się wdrożyć :)

    Maniera niepodawania kwoty wynagrodzenia lub widełek też jest bardzo krzywdząca ale mam nadzieję, że to będzie się powoli zmieniało.

    Jest jeszcze jedna wada polskiego rynku pracy w porównaniu do zachodu. Jeszcze nigdy w Polsce nie dostałem informacji w stylu „zakończyliśmy proces rekrutacji, niestety wybraliśmy kogoś kto nam bardziej odpowiadał, więc nie przyjmiemy Pana”. To bardzo ważne, bo przestajesz czekać i jednocześnie wiesz, że czegoś na takie stanowisko Ci zabrakło!

    Na zachodzie startowałem dwa razy o jakąś pracę i w oby przypadkach dostałem podobną do powyższej informację po zakończeniu procesu. Co więcej u nas zdarzyło mi się być raz na rozmowie, po której umówiliśmy się na telefon po ok. 2 miesiącach i oczywiście tamta strona nie zadzwoniła, a mnie zmotywowało do zadzwonienia i spytania co się dzieje – spotkanie osoby, którą przyjęto na tamto stanowisko (w pewnym sensie uzgodnionego już ze mną) :)

    PS. Dziel długie treści na akapity, bo bardzo trudno się to czyta. Dodatkowo tekst opatrzony jakimiś grafikami byłby milszy dla oka :)

  2. Mi się zdarzyło raz dostać informację o zakończonym procesie rekrutacji, a tak to zwykle zero kontaktu było odpowiedzią, że „nie”. To też jest ciekawe. A wystarczyło by powiedzieć, że jeśli nie skontaktujemy się do tego, a tego dnia to znaczy, że nie jesteśmy zainteresowani.

    Miałem też ciekawą sytuację przy poszukiwaniu pracy po studiach. Porozsyłałem parę cv i dostałem z różnych firm zaproszenia na rozmowę. W pierwszej firmie powiedzieli mi, że dostanę informację do końca tygodnia czy tak czy nie. Na drugi dzień miałem rozmowę w innej firmie i ogólnie wypadła bardzo dobrze. Na sam koniec gość zapytał od kiedy mogę zacząć na co powiedziałem, że najlepiej od następnego tygodnia bo czekam jeszcze na odpowiedź z jednej firmy. Gość był bardzo zdziwiony, nie wiem czy bardziej tym, że szukam aktywnie pracy i byłem na więcej niż jednej rozmowie czy z tego, że nie łapę pierwszej oferty która się pojawiła tylko skoro mogę mieć wybór to chce z niego skorzystać. Skończyło się na tym, że jednak pracy nie dostałem i odniosłem wrażenie, że powodem było coś w stylu: „jak to tak, to my wybieramy pracownika, a nie pracownik nas lub inną firmę” :) W ogóle dziwne jest podejście rekruterów na rozmowie, takie jakby zdziwienie, że człowiek nie jest zainteresowany pracą jedynie w tej jednej firmie i żadna inna go nie interesuje i nigdzie się nie umówi na rozmowę dopóki nie dostanie odpowiedzi.

  3. Też się spotkałem z takim zdziwieniem :) Myślę, jednak że powoli rynek pracy w Polsce się zmieni i podejście zarówno przyszłych pracowników jak i pracodawców ulegnie poprawie.
    Nie poruszyłeś w tekście jest sprawy kobiety a rekrutacja – to też jest ciekawy temat…

  4. Z kobietami nie mam akurat żadnych ciekawych historii :)

  5. Prowokujesz… ale się powstrzymam od komentarza 😛

  6. Odkąd posiadam konta na goldenline i linkedin średnio raz na dwa tygodnie dostaję mail z propozycją wymarzonej pracy. Oczywiście nigdy nie wiem, gdzie ta praca miałaby być (nawet nie do końca wiadomo, czy w Polsce, a co dopiero marzyć o konkretnym mieście). Zawsze bardzo skrupulatnie wypisane są wymagania w postaci doskonałej znajomości WSZYSTKICH technologii webowych i mile widzianych przynajmniej 3 (zazwyczaj nic ze sobą nie mających wspólnego) języków programowania. O widełkach zarobkowych można zapomnieć… Dodatkowe korzyści z pracy w właśnie tej firmie też zawsze są skrzętnie ukrywane, chociaż raz dostałam ofertę nie do odrzucenia, w której firma proponowała… uwaga!.. Umowę o PRACĘ!!!

    Do dziś nie mogę uwierzyć, że odrzuciłam TAK KORZYSTNĄ ofertę! :>

    P.S. Błagam! Zrób dobrze swoim czytelnikom i powiększ deko litery i INTERLINIĘ. Mój mózg ogarnia za dużo liter na raz i w przedostatnim akapicie zgubiłam się 3 razy przeskakując wzrokiem 2 linijki za nisko.

  7. @Jakub – nie prowokuje ale możesz rozwinąć myśl 😛

    @anoriell – po świętach planuje trochę zmian na stronie jak czas pozwoli, między innymi właśnie zwiększenie czytelności strony :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *