Lwów i Opołonek

Wielka wyprawa na dawne kresy wschodnie oraz w celu zdobycia najbardziej na południe wysuniętej części Polski zakończona. Niestety odczucia mieszane, a to z powodu niedopisujących warunków pogodowych i nie wykonania pełni zaplanowanych zadań. Po dwóch tygodniach pięknej pogody akurat na ten weekend przyszła ulewa.

Najprawdopodobniej chłopaki na górze w związku z „ich” świętem postanowili sobie wziąć wolne i olali pogodę – dosłownie i w przenośni, gdyż deszcz towarzyszył nam od pierwszego do ostatniego dnia podróży, a w pewnym momencie spadł nawet grad. Samo miasto (Lwów) jest bardzo klimatyczne, całkiem jak Kraków. Co ciekawe, w wielu miejscach widać polskie akcenty, a to pomnik Adama Mickiewicza, a to polskie napisy na tablicach lub w kościołach. Niestety są też mniej miłe akcenty takie jak przerwy w dostawie prądu, dostęp do wody 24h uważany w hotelu za luksus ( z ciepłą wodą może być już większy problem). Samo miasto tak jak i cała Ukraina jest koszmarnie oznakowana, lepiej – nie jest oznakowana praktycznie w ogóle, a te oznaczenia które są wprowadzają więcej zamieszania niż pomocy. W automapie tak jak i na google maps Lwów składa się z dwóch przecinających się dróg, a więc na pomoc kartograficzną nie mamy co liczyć. Mimo, że minęły czasy kiedy to mapy cywilne w niektórych państwach były zakazane, a te dostępne były obarczone sporym błędem w postaci przesunięć całych wiosek i miast, niektóre kraje dalej uważają iż należy chronić infrastrukturę swojego państwa tak aby żaden turysta przypadkiem nie mógł zobaczyć za dużo … Poniżej parę zdjęć z Lwowa:

Teatr Wielki

lwow2

lwow3

Na szczęście udało mi się zwiedzić najważniejszą dla mnie część Lwowa, a mianowicie cmentarz Orląt Lwowskich. Jest to jedno z miejsc obok Westerplatte, które każdy polak powinien odwiedzić. Miejsce które jest niemym świadectwem naszej historii, bohaterstwa i patriotyzmu.

orleta

Następnego dnia wyruszyliśmy w kierunku Przełęczy Użockiej skąd mieliśmy zdobyć Opołonek. Po drodze przez szyby samochodu podziwialiśmy deszczowy krajobraz Ukrainy.

ukraina

ukraina2

ukraina3

ukraina4

Dojeżdżając do celu naszej podróży na chwilę zza chmur wyjrzało słońce, jakby chciało wynagrodzić nam szarość krajobrazów przez ostatnie dwa dni. Od razu pojawił się optymizm, że może chociaż w końcówce naszej podróży będzie towarzyszyć nam wiosenne słońce. Jak się miało wkrótce okazać radość była przedwczesna.

slonce

Na miejscu okazało się, że z wejściem będzie więcej problemów niż sądziliśmy. Na początku nie mogliśmy znaleźć szlaku, później panowie wojacy stwierdzili, że jak pójdziemy tędy co chcemy na Opołonek to nas skują i zamkną na trzy dni. Po zjeździe do wioski poniżej skąd miał być lepszy i dozwolony szlak okazało się, że nad szczytem zaczęło grzmieć i błyskać, a my jadąc przez teren ogrodzony drutem kolczastym i opatrzony znakami zabronionej zony trafiliśmy na jakąś stacje kolejową gdzie chodził pan z kałachem. Jego kolega zaprowadził nas na „szlak” który wyglądał jak z taniej produkcji horrorów o wycinaniu organów i zapraszał do pójścia dalej mimo znaków zabraniających wstępu i pana z kałachem na moście powyżej. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że jesteśmy bardzo przywiązani zarówno do swoich organów jak i nie potrzebne nam dodatkowe dziury w ciele. Zjechaliśmy więc na dół i oblizując się jedynie smakiem Opołonka udaliśmy się już przez Słowację bezpośrednio do Krakowa, jadąc w porządnej burzy i stojąc ponad godzinę na przejściu Ukraina-Słowacja gdyż panowie byli nad wyraz aktywni przy wymuszaniu łapówki. Niestety byliśmy na tyle zdołowani tym wszystkim i mieliśmy jeszcze nadmiar wolnego czasu który pozostał nam nie wykorzystany, że z lubością i uśmiechem pod nosem obserwowaliśmy całe widowisko.

opolonek

opolonek2

opolonek3

opolonek4

Cała galeria z wyprawy znajduje się tutaj.

Komentarze do “Lwów i Opołonek

  1. Niestety nie wszyscy zobaczyli Cmentarz Orląt. Niektórzy tylko się nasiedzieli za kółkiem w trakcie tej wyprawy 😛
    Właśnie dopiero teraz zwróciłem uwagę na dwujęzyczność tablic o zabronionej zonie – inaczej czyta się na spokojnie, a inaczej manewrując autem po dziwnej drodze za gościem na motorze…
    Trzeba będzie kiedyś jeszcze raz spróbować uderzyć na Opołonek!
    Zapraszam też na moją stronę do poczytania krótkiego tekstu o wyprawie i obejrzenia zdjęć z wyjazdu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *